Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 30 lipca 2015

Pracowite wakacje

Lipiec był bardzo pracowity. Ale po kolei. Pierwszy weekend lipca - Dni Gminy. Pracowicie, bo po 14-15 godzin w pracy. Od piątku do niedzieli. Upał nie z tej ziemi. My w firmowych koszulkach z grubej bawełny. Powinnam z samego pocenia się zgubić kilka kilogramów. Impreza się udała. Dopisał pogoda. ludzie, zespoły. Uff teraz rok spokoju. 

Golec U Orkiestra







Bracia ( a właściwie tylko jeden)



Kobranocka




Babylon



No i szaleństwa pracownicze. Jak zwykle.



Koniec imprezy w nocy. Do domu wróciliśmy koło pierwszej. A od rana półkolonie dla dzieciaków. Dobrze, że pierwszy dzień to warsztaty w Osikowej Dolinie. Dzieci miały opiekunów a my - opiekunowie tez skorzystaliśmy. 
















Wycieczka na zamek Będziński i zwiedzanie będzińskich podziemi. 







No i wycieczka do Krakowa , rejs stateczkiem po Wiśle i kulminacja - kręgle. 









A! i jeszcze Warownia Rycerzy Pszczyńskich. Strzelanie z łuku, bitwa na poduszki, zwiedzanie warowni.Polecam.








Poza tym gorąc nie pozwalał opuszczać basenu i ogrodu. 




Pies najchętniej też spałby w ogrodzie.



I wreszcie przyszły buty na wesele. Meliski nudziaki na niebotycznych obcasach. Ale wesele Młoda wytrzymała całe, dopiero nad ranem zmieniła na balerinki. Cóż...




Wesele udało się znakomicie. Dawno się już tak nie ubawiłam. Pojechałyśmy tylko we trzy. Ja, Martyna i Babcia. Tata niestety musiał się poświecić i zostać w domu. Psy i dom - ktoś musiał pilnować. Wróciłyśmy dopiero w poniedziałek. Dziękujemy Małgosi i Dawidowi za super zabawę. 

A tak moje szczęście najbardziej lubi spać. Byle się przytulić.



środa, 24 czerwca 2015

Pozujemy

Czerwiec sprzyjał zdjęciom plenerowym. Martyna dorośleje z dnia na dzień. Mój pajączek coraz bardziej foremny i  kształtny. jakoś to nie umie do mnie dotrzeć.
W lipcu jedziemy na wesele do Mielca. Młoda kupiła już sukienkę...i powód do sesji gotowy. 





wtorek, 26 maja 2015

O Tildzie komunistce

Maj jak wszystkim kojarzy się przede wszystkim z Komuniami Św. Zostałam poproszona o zrobienie koszyczków na sztućce na komunijny stół. 
Pomyślałam czemu nie? Wykorzystałam koszyczki po malinach (mniejsze i zgrabniejsze niż te po truskawkach). pomalowane biała farbą akrylową już wyglądały ładnie. Uszyłam do nich płócienne wypełnienie, ale wciąż mi czegoś brakowało.  Uchwyty ozdobiłam sutaszem i kwiatkami ze wstążek. Wyszło chyba nieźle. 







Tilda powstała zupełnie przypadkowo. Jakoś tak sama z siebie. I pojechała do Zuzi. 







Nasza Molencja kochana jest coraz doroślejsza. już tak nie głupieje. Cudownie chodzi na smyczy. Pokonujemy coraz większe odległości. I pięknie pozuje.




A nochal chyba już zostanie różowy :-)

wtorek, 28 kwietnia 2015

Kulinarnie

W zasadzie kwiecień przeminął bez żadnych sensacyjnych wydarzeń.  Życie leniwie płynęło. Cieplutko i wiosennie.
Dużo pieczemy. Martynę ciągnie do kuchni. I dobrze. Może tak kucharska kariera :-) Nasza gwiazda jeszcze dobrze nie ostygła a już jej nie było.



A babeczki kokosowe....Mhmmmm. Pycha.


Molka na dobrze wcisnęła się Młodej do łóżka. Jedna bez drugiej nie zaśnie. 


wtorek, 31 marca 2015

Szatański marzec

Marzec przyniósł nam kolejne spotkanie z gwiazdą. Tym razem odwiedziła nas Basia Kurdej-Szatan. Przemiła osoba. Cudowna opowiadaczka. nawet ja, mimo, ze nie lubię sobie robić zdjęć, przełamałam swoją niechęć. 




zdjęcia  http://www.janpolakowski.pl/

Święta obfitowały w wytwory moich rąk. Większość pojechala do France, Pascala, Gregory'ego i Louisa do Brukseli. 





    
Szkatułkę ozdobiłam zdjęciem naszych babć z rodzeństwem





A taki mi wyszedł królik dla sześcioletniego Louisa




W necie znalazłam super jajko. I jak to ja, postanowiłam zrobić podobne. Podobne bo po pierwsze identycznego nie dałabym rady zrobić, a po drugie - chciałam żeby mojej jajo miało coś mojego. Wyszło to :




A po świętach też mnie nosiło i powstała poduszka podróżna dla Tymka




Jak wszyscy chyba w Polsce , my tez próbowałyśmy oglądać zaćmienie słońca. Przez szybkę okopconą, przez kliszę rentgenowską i bez niczego. W zasadzie zaćmienie nie wyszło wyraźnie ale zdjęcia mi się podobają. 





No i jajko Martyny